Kategorie: Wszystkie | Proza życia
RSS
wtorek, 17 sierpnia 2010
Tym razem to już naprawdę koniec

Prowadzę tego bloga już 3.5 roku. Ostatnio, jak pewnie większość moich stałych czytelników zauważyła, spadła częstotliwość zamieszczania nowych notatek, a także, to już moja autokrytyka, ich jakość.

Nie mam motywacji do pisania. Nie potrafię się już zmusić. Nie czuję, aby mój głos w blogosferze był jeszcze potrzebny. W ostatnich tygodniach sukcesywnie wygaszam swoją aktywność w Internecie. Wycofałem się z większości "branżowych portali", pozostawiając jedynie "homo-naszą-klasę", czyli Innastrona.pl.

Wielokrotnie powtarzałem, że najlepszym paliwem blogerskim są negatywne emocje. A tych u mnie już coraz mniej i coraz marniejsze, coraz mniej monumentalne. Jestem dość szczęśliwym człowiekiem. Mam kochającego chłopaka, sam mogę smakować to przedziwne uczucie. Prowadzę spokojne, uporządkowane życie, poprzeplatane drobnymi przyjemnościami i troskami. Życzę sobie, aby trwało to jak najdłużej.

Czardasz wprowadził w moje życie wiele zmian. Nakłonił do kilku rzeczy, na które wcześniej nie miałem ochoty ani motywacji. Skoordynował kilka obszarów naszego życia, do których do tej pory nie przykładałem należytej uwagi.

Myślę, że udało mi się znaleźć odpowiedź na pytanie, które stawiałem od samego początku mojej blogerskiej drogi: Po co w ogóle ludzie piszą blogi? Mam tutaj na myśli głownie blogi będące mniej lub bardziej systematycznym dziennikiem. Otóż powody są dwa: chęć zaznaczenia swojego istnienia oraz zwykła rutyna. Ludzie kierujący się tym pierwszym często aktualizują swojego bloga. Z każdą notatką starają się zakrzyczeć swoją samotność, przemówić do wielkiego, internetowego uniwersum, które nawet jeśli nie słucha, to zawsze stwarza potencjalną możliwość, że słuchają setki, a nawet tysiące. Poświęcają swoją uwagę, a przez to na chwilę dodają znaczenia. Ja sam byłem takim blogerem.

Druga grupa, rutyniarska, pisze z przyzwyczajenia. Bo blogowanie uzależnia, obarcza poczuciem winy, że się zwleka z kolejnymi notatkami, tak, jakby kogoś spotykała z tego powodu jakaś namacalna krzywda. W końcu rutyna frustruje i blog popełnia seppuku. Czasem wracają. Pod inną nazwą, na innej platformie, z niego zmienionym zakresem tematycznym. Ja tej grupie też się w końcu znalazłem, choć nigdy nie miałem dość odwagi, aby zamordować owoc własnej pracy (cóż, jestem człowiekiem bardzo cieżko znoszącym stratę).

Wycofuję się z życia internetowego, aby mocniej żyć w realnym świecie. Jestem wdzięczny za czas, który przyszło mi spędzić na tym serwisie, za wszystkie inspirujące dyskusje. Blog to ważny etap mojego życia, który właśnie dobiegł końca. Wypełnił swoje zadanie.

Wszystkim dziękuję i mówię: Do widzenia! Do widzenia na waszych blogach, które zagościły już na stałe w moim rytuale przeglądania stron www. Choć sam już nie piszę, czytania nie porzucę, bo zamiłowanie do blogów to nieuleczalna choroba.

niedziela, 08 sierpnia 2010
Falstart relaksem odkupiony

Nie wiem od czego zacząć... Dlatego, po kilkunastu minutach spędzonych nad notatką, porzucam pomysł pisania dzisiaj. Mam sporo do opowiedzenia, ale najlepiej by było, gdyby ktoś zrobił to za mnie, bo sam czuję wstręt do pisania.

Wiernych czytelników pragnę uspokoić, że u mnie sprawy mają się całkiem dobrze. Korzystam z przyjemności i przywilejów związku, pozwalając, aby Czardasz wypełniał mi każdy dzień swoją osobą. Jest wspaniale.

Miały miejsce też złe rzeczy, ale teraz, kiedy piszę te słowa, są już przeszłością - mam tu na myśli hospitalizację mojej mamy, która mimo, że planowana, zmartwiła mnie nie na żarty.

Moja hipochondria też, niestety, podnosi ostatnio łeb, co wprawia mnie we frustrację, ale nie zamierzam się jej poddać... Muszę na nowo przemyśleć osiągnięcia terapii i przede wszystkim bardziej aktywnie zabrać się za jej zwalczanie.

A jak wiadomo, głęboki relaks sprzyja ukojeniu rozstrojonej psychiki, dlatego też podzielę się z wami dwoma nagraniami z ćwiczeniami relaksującymi. Naprawdę warto znaleźć wieczorem czas i wygodnie się położyć (ja preferuję podłogę, gdyż twarde podłoże przynosi ulgę udręczonemu całym dniem kręgosłupowi), a następnie odsłuchać to sobie, najlepiej w słuchawkach.

Relaks

Przed dużym stresem

czwartek, 15 lipca 2010
Jak umierać, to w dobrym towarzystwie

Tutaj pomóc może już tylko ostra amunicja...

O Żydzie Tusku, bolszewickim przodku prezydenta-elekta i fizjonomii dziennikarzy GW Prawdziwych Polaków bajania

Na szczęście teoria zakładająca zmuszenie pilota do lądowania przez prezydenta Kaczyńskiego coraz mocniej się uprawdopodobnia. Ciekawe co wtedy powie Kardinalem... Pewnie znów jakieś brednie o pojednaniu i jedności wobec wydarzeń dziejowych. Pojednanie, które polega na tym, że owieczki pokornie wykonują rozkazy swojego pasterza, a ten może czynić co mu się żywnie podoba.

W tym ignoranckim, żałosnym ujadaniu z artykułu zastanawia mnie tylko jedno: Czy Prawdziwi Polacy zdają sobie sprawę, że na pokładzie feralnego lotu byli też politycy lewicy, a wśród nich przyjaciółka LGBT Izabela Jaruga-Nowacka? Czyżby śmierć w towarzystwie Kaczyńskiego miała moc zmywania grzechów, z ciężkim grzechem niekatolickiego, a zwłaszcza, o kyrie elejson, lewicowego myślenia na czele?

wtorek, 13 lipca 2010
Strączki szczęścia

Niebo przecinały błyskawice odległej burzy. Siedząc w kuchni łuskaliśmy bób. Powietrze z każdą minutą robiło się coraz bardziej rześkie.

I byliśmy szczęśliwi.

 

wtorek, 06 lipca 2010
Post-wyborczo

Oglądam to po kilka razy pod rząd i najpierw jest to śmieszne, a później nachodzą mnie dziwne uczucia z szarego obszaru między przerażeniem a zażenowaniem.

Granica dzieląca dwie Polski przebiega niepokojąco południkowo, niemal przez geograficzny środek kraju. Co jest w miejscu tej linii? Głęboka na kilometr rozpadlina? Jak patrzę na to skrzeczące coś z powyższego filmu, to bardziej skłaniam się ku Wielkiemu Kanionowi...

Kolega z grupy. Nie dyskutuję z nim o polityce. Nie warto. W kwestiach ideologicznych zacementował się na własnej pozycji. Drugi kolega nieopatrznie zdradza się, że głosował na Marszałka. Reakcja tylko trochę bardziej umiarkowana od tej powyżej. A przecież to wykształcony człowiek, wcale niegłupi. I to mnie przeraża najbardziej. Oni wciąż wierzą w proste recepty. Pedofil? Uciąć narzędzie zbrodni, najlepiej zardzewiałym nożem. Morderca? Kara ostateczna. Geje? Wygonić na zgniły Zachód, skąd przypełzli. Gospodarka w opałach? To też załatwia się w łatwy sposób.

Co z nimi zrobić? Niby kaganek oświaty został zaniesiony pod ich strzechy, ale oni go naprędce zgasili, bojąc się, że ta strzecha zapłonie. Jak można patrzeć na jedną rzecz i widzieć dwie totalnie odmienne?

Przecież ci ludzie stanowią nie dającą się zignorować siłę. To ćwierć polskiego społeczeństwa, choć tak naprawdę połowa, bo nieobecni wyborczo sami unieważnili fakt swojego istnienia. Czuję, że cel, jakim było zakończenie ery Kaczyńskich w polityce, nie został osiągnięty, a IV RP uciekła na Podkarpacie lizać rany i szykować się do kolejnego natarcia.

***

Kaczyński po pierwszej wiadomości o swojej klęsce cytował Piłsudskiego: Być zwyciężonym i nie ulec to zwycięstwo, zwyciężyć i spocząć na laurach – to klęska.

Ja w przypływie złośliwości i chęci pastwienia się nad pokonanym mam inny cytat tego samego autorstwa: Wam kury szczać prowadzać, a nie politykę robić!

poniedziałek, 05 lipca 2010
A jednak ocalona!

Racjonalna część kraju dała odpór Kaczyńskim. Wielki plan się nie powiódł. Amen.

...

I kto powiedział, że polityka jest nudna? Mam nadzieje nie zejść na zawał do rana...

Ocalona...?

1% różnicy... Ile to może być ludzi? 160 000? Tyle ma zadecydować..?

niedziela, 04 lipca 2010
Ojczyzna ocalona

Przynajmniej wg pierwszych sondaży...

 

Szalom..?

Wszystko dzieje się bardzo szybko. Mam wrażenie, że jeszcze tego wszystkiego nie ogarniam. Nagle przestałem być sam, przestałem taplać się we własnej zgryzocie. Pracujemy razem. I, to jest news najświeższy, mieszkamy razem. Czardasz się do nas wprowadził w miejsce współlokatorki, która zapragnęła mieszkać ze swoimi siostrami. Nawiązujemy coraz więcej połączeń, coraz więcej rzeczy robimy razem i coraz więcej czasu razem spędzamy.

Dla mnie nastały wakacje. Myśl, że do września interesuje mnie tylko i wyłącznie praca, jest pokrzepiająca. Studiowanie to zajęcie bardzo zaborcze. Nie dające się zamknąć w żadnych z góry narzuconych ramach czasowych. Praca, jeśli nie staje się źródłem patologicznej udręki, zostaje w biurze i nie wychodzi za mną do życia prywatnego.

***

W końcu też zdecydowałem się na podjęcie próby, której boi się chyba każda początkująca para: przedstawienie swojej połowy najbliższym znajomym, tym razem chodzi o znajomych "z branży". Stało się to przy okazji finałowego koncertu Festiwalu Kultury Żydowskiej - "Szalom na Szerokiej". Z przykrością muszę stwierdzić, że zakończyło się to totalną klęską. Widziałem, że Czardasz wije się na krześle, nie mogąc już dłużej znieść specyficznego zachowania moich znajomych. O dziwo najbardziej przypadł mu do gustu Jerzozwierz, który zawsze wydawał mi się ekstremalnie nieprzyswajalny przy pierwszym kontakcie...

Zrobiło mi się przykro. Nie mogę powiedzieć, że jestem na kogokolwiek zły. Raczej czuję się rozczarowany, że mój idylliczny obraz, który pielęgnowałem w głowie nie znalazł zakotwiczenia w rzeczywistości.

Czardasz prosi, abyśmy podjęli drugą próbę. Zgadzam się, choć jestem sceptyczny. Przecież jeśli ktoś tam grał, to tylko mój chłopak - starał się za wszelką cenę wytrzymać, choć widziałem, że marzy wyłącznie o tym, aby znaleźć się w domu.

Będzie trzeba to jakoś rozstrzygnąć. Nie jestem typem potrafiącym zamurować się w getcie związku. Potrzebuję od czasu do czasu się odmóżdżyć, zatopić w niezobowiązującej intelektualnie paplaninie.

Dość na dziś... Idę ratować Ojczyznę.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 35

B l o g i g e j ó w